Trochę szkoda, że zaprosili Moby'ego do Warszawy tego samego dnia co Castle Rat, ale jednak gdy Królowa Szczurów wzywa, moim obowiązkiem jest przybyć!
Dawno nie byłem na tak teatralnym koncercie: Riley pomiędzy utworami opowiadała luźną historię, a każdy towarzyszący jej muzyk odgrywał w niej jakąś rolę (szczególny szacunek dla Pana Basisty, który spędził cały wieczór przy >30 stopniach w napchanym po brzegi ludźmi Niebie w masce lekarza zadżumionych). Finałowa scenka z zabiciem i wskrzeszeniem Królowej Szczurów wypadła wspaniale.
A jednak cała ta otoczka nie przyćmiła doskonałej zawartości muzycznej. "Dagger Dragger" na początek ustawił już praktycznie cały występ, chociaż repertuar skupiał się na drugiej płycie. I spoko, bo to też świetny materiał, a "Wizard" czy zagrane na koniec "Siren" doskonale spełniły swoją rolę. Chociaż najbardziej ucieszył mnie otwierający bisową sekcję "Cry for Me".
Aż sobie pozwoliłem ten moment uwiecznić: https://www.youtube.com/watch?v=4avcXTrVyZw

0 Comments
No comments yet.