Ale ja nie mówię, że to nie prawda! Tylko, że traktowanie kryzysu demograficznego jako argumentu w sprawie prawa do przerywania ciąży jest regularnie używane po obu stronach tego sporu.
"Tak czy owak" sugeruje, że wzrost konsumpcji i dzietność są niezależne a jest przeciwnie. Teoretycznie się zgadzam, że "kreska nie może iść do góry w nieskończonośc", ale w rzeczywistości dzietność w szwajcarii, japonii, polsce, korei płd. jest ok. 7 razy niższa niż w somalii, sudanie, pakistanie. Nie znam rzetelnych statystyk, ale jestem przekonany, że to mniejwięcej pokrywa z krajami o najwyższych i najniższych emisjach i konsumpcji. I zakładam, że ta różnica jest znacznie większa niż 7 krotna... Korelacja jest oczywista, ale przyczyna/mechanizm już mniej...
Jak najbardziej się zgadzam, że hamowanie przyrostu globalnego ma co najmniej tyle zalet co wad, z przyczyn które wymieniłaś. Warto zwrócić uwagę na wiele aspektów, an przykład niewiem czy przyrost naturalny idzie tak bardzo w parze ze wzrostem konsumpcji, bo zależność jest raczej przeciwna - im bardziej zamożne i konsumpcyjne społeczeństwo, tym niższy przyrost naturalny. Stabilne i bogate systemy stają się gwaratntem dobrobytu na starość, zamiast trudu i ryzyka inwestowania w relacje rodzinne, zwłaszcza potomstwo. Nie jest niczym odkrywczym, że odwrót od przyrostu naturalnego wyklucza utrzymanie systemu emerytalnego nma takim poziomie jak na przykład w państwie polska.
Natomiast przez "zapaść demograficzną" rozumiem właśnie "odwrócenie trendu".
Tak, niekoniecznie sam alkohol. Chociaż "Społeczeństwo zdrowe, trzeźwe i spokojne nie potrzebuje używek do interakcji" to też raczej założenie na chłopski rozum, niż jakaś analiza na podstawie danych. W ciągu ostatnich 10 lat wśród młodych ludzi zastępowanie interakcji w realu przez internet i silny spadek spożycia alkoholu to są fakty. Czy i jak są one skorelowane - o tym można dyskutować, ale nie wysmiewałbym tak łatwo różnych narracji o tych przemianach.
"Inna sprawa, że ludzie się poznają, są w związkach wciąż" tak, ale coraz mniej jest to silne zobowiązanie i sprawa dla której warto coś poświęcić. A nie ma chyba silniejszego zobowiązania i poświęcenia niż decyzja o wspólnym posiadaniu dzieci.
Niewiem czemu pijany wujas na weselu w ramach wywodu o obecnym świecie nie może powiedzieć nic mądrego? Słyszałem często głupsze rzeczy od trzeźwych profesorów. Na pewno przyczyn zapaści demograficznej jest ileś i twierdzenie, że spadek popularnosci alkoholu jest kluczowym czynnikiem jest oczywiście śmieszne. Niewiem czy ten cały memcen tak twierdzi, pewnie nie. Ale prawda jest taka, że nie bardzo ktoś jakiś spójny, przekonujący i calościowy obraz przyczyn umie nakreślić. Może po za wujkami na weselach...
Hmm... Akurat z tego bym się aż tak nie śmiał. Zależność typu: regres interakcji społecznych w realu -> mniejsza ilość stabilnych związków -> mniej dzieci, nawet jeśli wyssana z palca, może być całkiem trafna.
Mają umierać w ten sposób? Kto to ustala? A jak "mają umierać" psy? A jak ludzie? Właśnie wydaje mi się, że to nie jest inny temat, tylko ten sam. Totalny wpływ człowieka na przyrodę (nie tylko gatunki udomowione) jest faktem, pytanie co z tym zrobimy. Czy chcemy akceptować dzikość rozumianą jako ograniczanie ludzkiej kontroli, czy uznamy, że wszystko po za nielicznymi rezerwatami i parkami narodowymi ma podlegać ludzkiej kontroli...
Ale większość saren też sobie nie radzi w "dziczy" - wilk je zjada lub zdychają w mroźną zime. Czy to znaczy, że ludzie muszą jakoś to kontrolować? A różnica między "dziczą", wsią i miastem jest bardzo płynna - 90proc lasów w polsce też jest efektem ludzkiej gospodarki. Dlaczego to miałyby być bardziej "naturalne" warunki niż np. podmiejskie krzakowiska? Podział środowisk na naturalne i antropogeniczne przestaje mieć sens w świecie w którym wszystko jest przekształcone przez dzałalność ludzką. Ale czy to znaczy, że przyroda już nie istnieje? No nie koniecznie..
Jeśli chodzi o nadmierną populację kotów, które zarazem są dokarmiane, a zarazem polują na ptaki to problem jakoś tam rozumiem. Ale to problem w stylu "kontroli populacji" przez myśliwych - trzeba naraz strzelać do jeleni, bo jest ich za dużo i niszcza uprawy i dokarmiać, bo nie przeżyją zimy i będzie ich za mało... A samopańskie psy są powszechne np. w miastach i wsiach włoszech czy rumunii i mam poczucie, że problem polega raczej na tym, że kolą w oczy turystów niż są jakieś skrajnie nieszczęśliwe...
Zastanawiam czasem czy bezdomność zwierząt jest problemem tych zwierząt czy ludzi... Czy bezdomność saren też jest palącym problemem? Rozumiem, że np. kot to niby gatunek udomowiony, ale czy to naprawdę aż tak określa potrzeby wolno żyjących kotów? Czy tylko określa wyobrażenia ludzi o tym jakie powinny być ich potrzeby? Walka z np. chowem przemysłowym lub niszczeniem siedlisk dzikich zwierząt wydaje mi się znacznie bardziej jednoznacznie adekwatna...
Niewiem czy tak dobrze. Mimo wszystko ostatnio była to jedyna grupa cisnąca polityków w temacie najważniejszego w sumie wyzwania. Oczywiście temat przeniknął już trochę do polityk i struktur, a transformacja energetyczna jest jakoś tam w procesie, ale jestem prawie pewien, że jak temat zniknie z mediów to dziwnym trafem będzie wciąż spadać na liście priorytetów polski i UE. Ale to prawda, że być może są lepsze cele niż pomniki, filharmonie i uczestnicy miejskich korków - może np. budowane w polsce centra danych, czy lotniska prywatnych samolotów.
Żywność dożeje szybciej niż płace? Na przestrzeni ostatnich 10 lat na pewno nie, bo jak w każdym bogacącym się społeczeństwie średni udział żywności w budżecie domowym systematycznie spada.
No tak, ale jeżeli wzrost cen ropy wpływa na ceny wszystkiego to również na koszty pracy, czyli płace. Jeśli o 30proc jak żywność, to cena żywności nie zmieniła, a paliwo podrożało. Chodzi mi o to, że równomierna inflacja budzi wielki emocje, a tak naprawdę nic nie zmienia (może oprócz oszczędności trzymanych w gotówce, ale to chyba rzadkie zjawisko). Trza patrzeć na relatywne ceny. Jeśli według moich zgrubnych szacunków w ciągu ostatnich 7 lat płace wzrosły powiedzmy o 100proc, żywność też o 100proc, a paliwo o 70proc, to tak naprawdę paliwo potaniało i to jest dopiero straszne, a nie słynna inflacja..
No tak, cena paliwa wpływa na ceny wszystkiego, ale jednak nie aż tak jak na cenę paliwa... Bierzmy pod uwagę, że pieniądz wyraża wartość TYLKO relatywną względem innych dóbr. Jeśli paliwo drożeje 0 50proc, a żywność o 30proc to w istocie żywność potaniała...
A emisje rosną nie dlatego, że jest zwiększana moc OZE, tylko dlatego, że zużycie energii zwiększa jeszcze szybciej i spalanie paliw kop. rośnie też.. Samo zwiększanie mocy OZE oczywiście nic nie zmieni - oprócz tego trza radykalnie zmniejszyć zużycie zasobów. To jest podstawa założeń dewzrostu - za którymi jestem całym sercem (i pozostałymi wnętrznościami). Jeśli chodzi o dewzrost dla kogo mógłby być wygodny, jak działać itp., to wyszła właśnie pierwsza duża polska książka na ten temat - "de wzrost po polsku". Zarzyło mi się nawet napisać do niej rozdział.
Nareszcie więcej jest poruszany ten temat. Ogólnie to, że smartfony i aplikacje są zaprojektowane tak, żeby ruchać nasze mózgi i niszczyć relacje społeczne jest jasne od dawna. Zarazem oczywistość tego, że każdy ma nonstop dostęp do internetu jest coraz większa. Teoretycznie państwo i pracodawcy tego nie wymagają, ale w praktyce osoby które nie chcą tego ćpać tego gówna mają coraz bardziej utrudniane życie. Zadziwia mnie, że w środowisku "wolnościowym" ten temat jest praktycznie przemilczany, a wręcz nakręcany - jak nie masz zawsze przy sobie smartfona to "utrudniasz kontakt". Poziom refleksji na ten temat jest chyba niższy niż w ogóle społeczeństwa.
Teraz duża część butelek jest niestety niezwrotna i są wyrzucane, a przez knajpy w dużych ilościach. Jak dogadasz z jakąś knajpą to myślę, że bez problemu będziesz mogł(a) odbierać.
Oczywiście, że obrzydliwi imperialiści. Tylko niewiem w czym obecny Irański reżim lepszy. Czasem zastanawiam, czy w każdym konflikcie na świecie koniecznie musimy być "za kimś". Wydaje mi się, że są sytuacje w miarę jednoznaczne jak Rożawa, Ukraina czy obecna sytuacja w Gazie, ale nie wynika z tego, że trzeba się cieszyć, że ktoś kogoś upierdolił rakietą. To chyba bardziej sprzyja internetowej polaryzacji niż pokojowi..
100% się zgadzam. Przedstawianie coraz większej wygody jako rozwoju społeczeństwa to droga do piekła.
Ale ja nie mówię, że to nie prawda! Tylko, że traktowanie kryzysu demograficznego jako argumentu w sprawie prawa do przerywania ciąży jest regularnie używane po obu stronach tego sporu.
W drugą stronę też jest z resztą używana. Ciągle mówi się, że polki boją się zachodzić w ciążę ze względu na bardzo surowe prawo aborcyjne.
"Tak czy owak" sugeruje, że wzrost konsumpcji i dzietność są niezależne a jest przeciwnie. Teoretycznie się zgadzam, że "kreska nie może iść do góry w nieskończonośc", ale w rzeczywistości dzietność w szwajcarii, japonii, polsce, korei płd. jest ok. 7 razy niższa niż w somalii, sudanie, pakistanie. Nie znam rzetelnych statystyk, ale jestem przekonany, że to mniejwięcej pokrywa z krajami o najwyższych i najniższych emisjach i konsumpcji. I zakładam, że ta różnica jest znacznie większa niż 7 krotna... Korelacja jest oczywista, ale przyczyna/mechanizm już mniej...
Jak najbardziej się zgadzam, że hamowanie przyrostu globalnego ma co najmniej tyle zalet co wad, z przyczyn które wymieniłaś. Warto zwrócić uwagę na wiele aspektów, an przykład niewiem czy przyrost naturalny idzie tak bardzo w parze ze wzrostem konsumpcji, bo zależność jest raczej przeciwna - im bardziej zamożne i konsumpcyjne społeczeństwo, tym niższy przyrost naturalny. Stabilne i bogate systemy stają się gwaratntem dobrobytu na starość, zamiast trudu i ryzyka inwestowania w relacje rodzinne, zwłaszcza potomstwo. Nie jest niczym odkrywczym, że odwrót od przyrostu naturalnego wyklucza utrzymanie systemu emerytalnego nma takim poziomie jak na przykład w państwie polska.
Natomiast przez "zapaść demograficzną" rozumiem właśnie "odwrócenie trendu".
Tak, niekoniecznie sam alkohol. Chociaż "Społeczeństwo zdrowe, trzeźwe i spokojne nie potrzebuje używek do interakcji" to też raczej założenie na chłopski rozum, niż jakaś analiza na podstawie danych. W ciągu ostatnich 10 lat wśród młodych ludzi zastępowanie interakcji w realu przez internet i silny spadek spożycia alkoholu to są fakty. Czy i jak są one skorelowane - o tym można dyskutować, ale nie wysmiewałbym tak łatwo różnych narracji o tych przemianach. "Inna sprawa, że ludzie się poznają, są w związkach wciąż" tak, ale coraz mniej jest to silne zobowiązanie i sprawa dla której warto coś poświęcić. A nie ma chyba silniejszego zobowiązania i poświęcenia niż decyzja o wspólnym posiadaniu dzieci. Niewiem czemu pijany wujas na weselu w ramach wywodu o obecnym świecie nie może powiedzieć nic mądrego? Słyszałem często głupsze rzeczy od trzeźwych profesorów. Na pewno przyczyn zapaści demograficznej jest ileś i twierdzenie, że spadek popularnosci alkoholu jest kluczowym czynnikiem jest oczywiście śmieszne. Niewiem czy ten cały memcen tak twierdzi, pewnie nie. Ale prawda jest taka, że nie bardzo ktoś jakiś spójny, przekonujący i calościowy obraz przyczyn umie nakreślić. Może po za wujkami na weselach...
Hmm... Akurat z tego bym się aż tak nie śmiał. Zależność typu: regres interakcji społecznych w realu -> mniejsza ilość stabilnych związków -> mniej dzieci, nawet jeśli wyssana z palca, może być całkiem trafna.
Mają umierać w ten sposób? Kto to ustala? A jak "mają umierać" psy? A jak ludzie? Właśnie wydaje mi się, że to nie jest inny temat, tylko ten sam. Totalny wpływ człowieka na przyrodę (nie tylko gatunki udomowione) jest faktem, pytanie co z tym zrobimy. Czy chcemy akceptować dzikość rozumianą jako ograniczanie ludzkiej kontroli, czy uznamy, że wszystko po za nielicznymi rezerwatami i parkami narodowymi ma podlegać ludzkiej kontroli...
Ale większość saren też sobie nie radzi w "dziczy" - wilk je zjada lub zdychają w mroźną zime. Czy to znaczy, że ludzie muszą jakoś to kontrolować? A różnica między "dziczą", wsią i miastem jest bardzo płynna - 90proc lasów w polsce też jest efektem ludzkiej gospodarki. Dlaczego to miałyby być bardziej "naturalne" warunki niż np. podmiejskie krzakowiska? Podział środowisk na naturalne i antropogeniczne przestaje mieć sens w świecie w którym wszystko jest przekształcone przez dzałalność ludzką. Ale czy to znaczy, że przyroda już nie istnieje? No nie koniecznie.. Jeśli chodzi o nadmierną populację kotów, które zarazem są dokarmiane, a zarazem polują na ptaki to problem jakoś tam rozumiem. Ale to problem w stylu "kontroli populacji" przez myśliwych - trzeba naraz strzelać do jeleni, bo jest ich za dużo i niszcza uprawy i dokarmiać, bo nie przeżyją zimy i będzie ich za mało... A samopańskie psy są powszechne np. w miastach i wsiach włoszech czy rumunii i mam poczucie, że problem polega raczej na tym, że kolą w oczy turystów niż są jakieś skrajnie nieszczęśliwe...
Zastanawiam czasem czy bezdomność zwierząt jest problemem tych zwierząt czy ludzi... Czy bezdomność saren też jest palącym problemem? Rozumiem, że np. kot to niby gatunek udomowiony, ale czy to naprawdę aż tak określa potrzeby wolno żyjących kotów? Czy tylko określa wyobrażenia ludzi o tym jakie powinny być ich potrzeby? Walka z np. chowem przemysłowym lub niszczeniem siedlisk dzikich zwierząt wydaje mi się znacznie bardziej jednoznacznie adekwatna...
Nic dziwnego, jego makaronowatość zawsze po dobrej stronie mocy.
Niech będzie posolony.
Niewiem czy tak dobrze. Mimo wszystko ostatnio była to jedyna grupa cisnąca polityków w temacie najważniejszego w sumie wyzwania. Oczywiście temat przeniknął już trochę do polityk i struktur, a transformacja energetyczna jest jakoś tam w procesie, ale jestem prawie pewien, że jak temat zniknie z mediów to dziwnym trafem będzie wciąż spadać na liście priorytetów polski i UE. Ale to prawda, że być może są lepsze cele niż pomniki, filharmonie i uczestnicy miejskich korków - może np. budowane w polsce centra danych, czy lotniska prywatnych samolotów.
Żywność dożeje szybciej niż płace? Na przestrzeni ostatnich 10 lat na pewno nie, bo jak w każdym bogacącym się społeczeństwie średni udział żywności w budżecie domowym systematycznie spada.
No tak, ale jeżeli wzrost cen ropy wpływa na ceny wszystkiego to również na koszty pracy, czyli płace. Jeśli o 30proc jak żywność, to cena żywności nie zmieniła, a paliwo podrożało. Chodzi mi o to, że równomierna inflacja budzi wielki emocje, a tak naprawdę nic nie zmienia (może oprócz oszczędności trzymanych w gotówce, ale to chyba rzadkie zjawisko). Trza patrzeć na relatywne ceny. Jeśli według moich zgrubnych szacunków w ciągu ostatnich 7 lat płace wzrosły powiedzmy o 100proc, żywność też o 100proc, a paliwo o 70proc, to tak naprawdę paliwo potaniało i to jest dopiero straszne, a nie słynna inflacja..
No tak, cena paliwa wpływa na ceny wszystkiego, ale jednak nie aż tak jak na cenę paliwa... Bierzmy pod uwagę, że pieniądz wyraża wartość TYLKO relatywną względem innych dóbr. Jeśli paliwo drożeje 0 50proc, a żywność o 30proc to w istocie żywność potaniała...
A emisje rosną nie dlatego, że jest zwiększana moc OZE, tylko dlatego, że zużycie energii zwiększa jeszcze szybciej i spalanie paliw kop. rośnie też.. Samo zwiększanie mocy OZE oczywiście nic nie zmieni - oprócz tego trza radykalnie zmniejszyć zużycie zasobów. To jest podstawa założeń dewzrostu - za którymi jestem całym sercem (i pozostałymi wnętrznościami). Jeśli chodzi o dewzrost dla kogo mógłby być wygodny, jak działać itp., to wyszła właśnie pierwsza duża polska książka na ten temat - "de wzrost po polsku". Zarzyło mi się nawet napisać do niej rozdział.
Nareszcie więcej jest poruszany ten temat. Ogólnie to, że smartfony i aplikacje są zaprojektowane tak, żeby ruchać nasze mózgi i niszczyć relacje społeczne jest jasne od dawna. Zarazem oczywistość tego, że każdy ma nonstop dostęp do internetu jest coraz większa. Teoretycznie państwo i pracodawcy tego nie wymagają, ale w praktyce osoby które nie chcą tego ćpać tego gówna mają coraz bardziej utrudniane życie. Zadziwia mnie, że w środowisku "wolnościowym" ten temat jest praktycznie przemilczany, a wręcz nakręcany - jak nie masz zawsze przy sobie smartfona to "utrudniasz kontakt". Poziom refleksji na ten temat jest chyba niższy niż w ogóle społeczeństwa.
Teraz duża część butelek jest niestety niezwrotna i są wyrzucane, a przez knajpy w dużych ilościach. Jak dogadasz z jakąś knajpą to myślę, że bez problemu będziesz mogł(a) odbierać.
Oczywiście, że obrzydliwi imperialiści. Tylko niewiem w czym obecny Irański reżim lepszy. Czasem zastanawiam, czy w każdym konflikcie na świecie koniecznie musimy być "za kimś". Wydaje mi się, że są sytuacje w miarę jednoznaczne jak Rożawa, Ukraina czy obecna sytuacja w Gazie, ale nie wynika z tego, że trzeba się cieszyć, że ktoś kogoś upierdolił rakietą. To chyba bardziej sprzyja internetowej polaryzacji niż pokojowi..
Dlaczego to jest dobra wiadomość?